Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

November 9 - Colleen Hoover

- Nie umiem wymyślać na poczekaniu pokrzepiających tekstów - odzywam się w końcu. - Czasami w nocy zapisuję rozmowy, które odbyłem w ciągu dnia, ale zmieniam je, żeby wyrażały wszystko to, co powinienem był powiedzieć. Chcę, żebyś wiedziała, że tej nocy, kiedy będę przelewał na papier naszą rozmowę, włożę w swoje usta słowa, które dodadzą ci otuchy. 
Wydawnictwo: Otwarte | Rok wydania: 2016
Ilość stron: 330 | Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski

Dla Fallon dziewiąty listopada to dzień tragedii, która spotkała ją dwa lata temu, i którą każdego dnia przeżywa ponownie z każdym spojrzeniem w swe odbicie w lustrze. W wyniku wypadku ucierpiało nie tylko jej zewnętrzne ciało, ale wypaliła się również część jej osobowości oraz pewność siebie. Pewien zbieg okoliczności sprawia, że podczas kłótni z ojcem w jej obronie staje całkowicie nieznajomy chłopak. Jak się później okazuje Ben jest osiemnastoletnim początkującym pisarzem. Razem przeżywają niesamowity dzień, który już na zawsze odmieni ich życia. Jednak pomimo uczucia, które rodzi się między nimi oboje postanawiają spotykać się tylko raz w roku przez kolejnych pięć lat: dziewiątego listopada o tej samej godzinie, w tym samym miejscu, aby od nowa przeżywać ten dzień. Czy uda im się dotrzymać umowy? Jaką tajemnicę skrywa Ben?

Zachęcona zachwytami nad tą książką, jako ogromna fanka prozy pani Colleen Hoover dzień po premierze szybciutko pobiegłam do księgarni i zakupiłam swój egzemplarz. Od razu ją przeczytałam i cóż... mam ogromny problem tą pozycją. Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam. Raczej spodziewałam się czegoś kompletnie innego.

Jest bardzo zauważalny przerost formy nad treścią. Autorka aż za bardzo chciała pokazać, że potrafi. Wynikiem tego jest strasznie płytka historyjka dla nastolatek, choć nie można odmówić książce tego, że jest dobrze napisana. Nadal jest to Hoover, tylko co cóż, od pierwszych stron czułam, że coś tutaj nie pasuje. Brak tutaj jakiegokolwiek umiaru, wszystkiego jest za dużo, akcja poprowadzona jest za szybko przez co bohaterowie stali się zbyt bardzo płascy, a książka od razu straciła większość klimatu, jaki momentami był bardzo wyraźnie odczuwalny. A szkoda, bo pomysł na historię był niesamowicie ciekawy. 

Bohaterów nie polubiłam. Jak już wspomniałam wcześniej są strasznie płascy, ale jakby tego było mało to do tego są zwyczajnie głupi. Postaci są zarysowanie tak nierealistycznie, że choćbym nie wiem jak bardzo próbowała je polubić to wiem, że byłoby to bez skutku. Znalazłam wiele błędów logicznych w ich zachowaniu. O ile Bena jeszcze przeżyję, tak Fallon jest tak niesamowicie irytująca, że przez dłuższą część lektury miałam ochotę coś jej zrobić. 

Książka nie jest zła. Świetny pomysł na historię, dobrze napisana, w tym specyficznym klimacie charakterystycznym dla Hoover. Po prostu coś nie zgrało się między mną, a tą książką. Jeżeli ktoś lubi New Adult z bardzo szybką akcją, od której nie można się oderwać to November 9 jest pozycją, która musi znaleźć się na waszej liście must read! Ja sama pomimo wad, które znalazłam w tej powieści nie żałuję wydanych na nią pieniędzy, ponieważ czytało się ją bardzo przyjemnie, bardzo szybko, książka wchłania do swojego świata na wiele godzin.

Ocena:
Instagram LubimyCzytać Snapchat: impresjalnie
Nina


Rywalki - Kiera Cass

- Myślisz, że talent do spania liczy się jako szczególne uzdolnienie? - zapytałam tatę, starając się, żebym zabrzmiało to,  jakbym poważnie zastanawiała się nad odpowiedzią.
- Oczywiście, powinnaś to wpisać. I nie zapomnij też podać, że umiesz jeść obiad w czasie krótszym niż pięć minut.
Wydawnictwo: Jaguar | Rok wydania: 2012
Ilość stron: 332 | Tłumaczenie: Małgorzata Kaczarowska
America Singer pochodzi z rodziny należącej do kasty Piątek czyli artystów oraz muzyków. Nie są najniższą z klas, lecz ich życie jest ciężkie i często głodują. Pewnego dnia do rodziców Ami przychodzi list. Jak się okazuje, następca tronu książę Maxon poszukuje żony i zgodnie z tradycja ich państwa odbędą się Eliminacje. Polegają one na tym, że z każdej części kraju zostaje wylosowana jedna dziewczyna, która pojedzie do pałacu króla i będzie rywalizować o serce księcia. Jednak America od dwóch lat spotyka się potajemnie z Aspenem, którego nie może poślubić, ponieważ pochodzi z gorszej kasty. Dziewczyna nie ma zamiaru zgłaszać się do Eliminacji jednak chłopak nalega. Zakochani rozstają cię, Ami zostaje wybrana. Czy America poradzi sobie ze złamanym sercem? Jak przeżyje rywalizacje z 34 dziewczynami pragnącymi tylko korony?

O Rywalkach swego czasu było bardzo głośno. Tyle zachwytów, wyznań miłości, pozytywnych opinii. Zabierałam się do tej książki ponad rok. Czy żałuję? Nie

Podczas lektury przez cały czas miałam wrażenie, że autorka sama nie jest pewna co pisze. To w końcu Boże Narodzenie istnieje? Bo ja już się pogubiłam. Pióro autorki nie jest denerwujące, ale też nie jest perfekcyjne, raczej nazwałabym je przeciętnym. Ot, kolejna dystopia dla nastolatek napisana niemalże identycznie, oczywiście styl wzorowany na Suzanne Collins. Nawet żarty są takie bezbarwne. Nie przeżywałam żadnych emocji podczas czytania tej bo nie było czego przeżywać. 

Bohaterowie są niewiarygodnie płascy i papierowi. Połowy z dziewczyn nawet nie poznajemy, a ich imiona nagle pojawiają się jak już zostały wyrzucone. Jedynym bohaterem, który naprawdę mi się spodobał jest Maxon, jest bardzo ciekawą i inną postacią. America to typowa schematyczna bohaterka. Aspena nienawidzę i najlepiej jakby w ogóle nie pojawił się na kartach tej powieści, a wątek z nim uważam za całkowicie zbędny.  

Książka nie jest zła. Podobała mi się. Wciągnęła mnie, przeczytałam ją w kilka godzin. Ale jest przeciętna. Nie jest ani jakoś wybitnie napisana, historia również nie porywa jakoś szczególnie mocno. Jednak po kolejne tomy sięgnę bo jestem ciekawa jak dalej potoczy się ta historia. Jest to pierwsza dystopiczna trylogia z jaką się spotkałam, w której na końcu pierwszego tomu tak naprawdę nic się nie wyjaśnia. Czytelnik jest zmuszony sięgnąć po kolejny tom.

Rywalki polecam, szczególnie fanom gatunku. Jest to bardzo lekka lektura, wciągająca. którą czyta się na raz. Pomimo wielu wad jest to książka warta uwagi, a przeczytanie jej nie będzie stratą czasu. Świetna pozycja na zabicie nudy.
Moja ocena:
Drugi blog Instagram LubimyCzytać Snapchat: impresjalnie
Nina


Dwór cierni i róż - Sarah J. Maas

W naszym podłym ludzkim świecie - chronionym jedynie słowami obietnicy złożonej przez fae wysokiego rodu przed pięcioma stuleciami - w świecie, w którym zapomnieliśmy imion naszych bogów, przysięga była prawem. Walutą. Spajającą więzią.
Wydawnictwo: Uroboros | Rok wydania: 2016
Ilość stron: 524 | Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Feyre na łożu swojej matki przysięga, że zaopiekuje się swoją rodziną. Niestety tracą cały majątek i żyją na skaju ubóstwa. Przez wiele lat dziewczyna jest jedynym żywicielem rodziny i poluje od rana do nocy bez niczyjej pomocy. Gdy pewnego mroźnego zimowego dnia dziewiętnastoletnia Feyre zauważa w lesie sarnę oraz przerażającej wielkości wilka, bez wahania z zimną krwią zabija oba zwierzęta. Sarnę zanosi do swojej chaty, aby mieć co jeść przez kilka następnych tygodni. Skórę olbrzymiego wilka sprzedaje następnego dnia na miejscowym targu. Nikt nie uważa jej za podejrzanej, ani związanej ze światem fae, który od pięciuset lat jest wrogiem śmiertelników. Jednak w drzwiach jej domu staje ogromny, przerażający stwór pragnący zemsty. Życie za życie. Dziewczyna ma do wyboru zostać zabitą na miejscu, lub do końca życia mieszkać w zamkniętej rezydencji w świecie fae zwanym Prythianem. Czy będzie w stanie przełamać swoją nienawiść i zamieszkać z wrogami? 

Muszę powiedzieć, że gdy sięgałam po tę książkę byłam pełna sceptycyzmu. Czytałam Szklany Tron tej autorki, który mi się nie podobał. Jednak pomysł na powieść - jest ona na motywach baśni o Pięknej i Bestii - na tyle mnie przekonał, że w końcu ją przeczytałam. I naprawdę nie żałuję! 

Styl pisania autorki jest dość wyjątkowy i wyróżniający się spośród innych książek fantasy dla młodzieży. Książka jest napisana w bardzo przystępny w odbiorze sposób, ale jednak jest w niej kilka specyficznych elementów, przez które może być trudno wgryźć się w tę historię. Autorka próbuje jak najbardziej odzwierciedlić życie bohaterów, dlatego miejscami użyte słownictwo po prostu jest inne i rzadko spotykane w innych książkach z tego gatunku. Jednak uważam to za duży plus tej powieści, który wyróżnia ją spośród reszty. 

Bohaterowie zostali wykreowani naprawdę świetnie. Szczególnie zdziwiła mnie szczegółowość i precyzja z jaką autorka wykreowała postaci drugoplanowe. Są bardzo charyzmatyczne, barwne, mają swoje życie, rodziny. Nie są to kolejne płaskie postaci, o których od razu zapomnimy. Głównych bohaterów pokochałam całym serduszkiem i o dziwo Feyre w ogóle mnie nie denerwowała. Naprawdę polubiłam tę bohaterkę, jej charakter i odwagę. 

Świat, który autorka zbudowała w tej książce pochłania na godziny za sprawą swojej magii. Jest dopracowany i przemyślany w każdym calu. Nie jest to książka ani za słodka czy kolorowa. Nazwałabym ją nawet trochę mroczną i tajemniczą. Pożarłam tę powieść jednym tchem i już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po drugi tom. Zakończenie było fenomenalne. Jednak mam jedno zastrzeżenie: czy tylko ja od razu odgadłam rozwiązanie zagadki, które było tak niesamowicie banalne? 

Jest to zdecydowanie pozycja godna uwagi przez każdego. Pomimo tego, że jest ona kierowana głównie do młodzieży to na pewno również i dorosły znajdzie w niej coś dla siebie, szczególnie jeżeli sympatyzuje z książkami fantasy i szuka czegoś lekkiego i przyjemnego na umilenie czasu. Dwór cierni i róż gorąco polecam! 

Ocena:
Drugi blog Instagram LubimyCzytać Snapchat: impresjalnie
Nina

Ostatnia spowiedź - Nina Reichter

Bliskość. Czym jest? Czy to jedność serca, ducha, czy umysłu? Współczucie czy współodczuwanie? Jest definiowalna słowami czy jej charakter określają tylko niemożliwe do uchwycenia emocje? Czy jej namacalność jest tak oczywista, kiedy się pojawia? A jednak, kiedy ją czujesz, nie potrzebujesz uzasadnień i potwierdzeń. Ogarnia serce, zwalniając lub przyspieszając jego rytm w odpowiednich momentach. 
 Wydawnictwo: Novae Res | Rok wydania: 2012
Ilość stron: 380
Allie Hanningan do dziś nie może uporać się ze swoim złamanym sercem po burzliwym związku z żonatym mężczyzną. Dlatego zgadza się na związek z synem przyjaciół jej rodziców chociaż jest on od niej dużo starszy i nic do niego nie czuje poza nienawiścią. Podczas podróży powrotnej ze Stanów niespodziewanie musi kilka godzin czekać na lotnisku w Czechach na samolot do Francji. Poznaje tam dziwnego, intrygującego i tajemniczego Brandina Rothfelda. Te kilka godzin spędzonych z chłopakiem okazują się najlepszym momentem w jej życiu od wielu lat. Jednak potem oboje wracają do swojego codziennego życia. Allie nie ma pojęcia, że jej nowy przyjaciel jest obiektem westchnień tysięcy kobiet w całej Europie. Do czego doprowadzą kłamstwa Brandina? Czy Allie da mu szansę?

Ostatnia spowiedź to zdecydowanie moje największe zaskoczenie tej edycji bookathonu. Pomimo tego, że jest to kolejny romans kierowany głównie do nastolatek dawno żadna książka tak mnie nie wciągnęła.

Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że autorka jest Polką. Nawet teraz do końca nie mogę w to uwierzyć, ponieważ podczas lektury byłam święcie przekonana, że czytam książkę autorstwa zagranicznej pisarki. Autorka pisze prostym, ale bardzo przyjemnym w odbiorze językiem. Nie jest on ani specjalnie udziwniony, co lubi praktykować wielu innych autorów często z marnym skutkiem, ani nie jest infantylny. Szczególnie warto to podkreślić, ponieważ książka na początku była fanfiction, a wiadomo jak pisane jest większość fanfiction.

Anton i Bobi nie próbowali nawet go zatrzymać. Przeciwnie, dziękowali Bogu. Kiedy Brandin był nie w humorze, kobieta przed okresem to był przy nim pikuś.

Bohaterowie zostali wykreowani naprawdę dobrze. Na początku bałam się Brandina po tym jak usłyszałam, że tak naprawdę jest on Billem z Tokio Hotel, lecz moje obawy minęły już na początku lektury. Jest to barwny bohater, do którego można przypisać wiele twarzy. Nie jest też jakoś specjalnie irytujący, ale też nie przywiązałam się do niego jakoś szczególnie mocno. Allie jest oczywiście kolejną denerwującą żeńską postacią ciągle zazdrosną i niezdecydowaną, ale takie już są uroki bohaterek w książkach dla młodzieży i nie przeszkadza mi to już tak bardzo jak kiedyś.

Pomimo tego, że powieść nie jest arcydziełem to bardzo wciąga. Niektóre zabiegi, których użyła autorka aby akcja książki była jeszcze ciekawsza były naprawdę dość oryginalne. Szczególnie muszę wspomnić o szokującym zakończeniu, które wbiło mnie w fotel, i po którym przez naprawdę długi czas nie mogłam się pozbierać. Zdecydowanie muszę sięgnąć po drugi tom.

Ostatnia spowiedź to zdecydowanie bardzo interesująca pozycja dla nastolatek, szukających wciągającego lecz niezbyt wymagającego romansu. Warto się nią zainteresować szczególnie gdy jest się bardzo blisko związanym z muzyką. Gorąco polecam!
Ocena:
Drugi blog Instagram LubimyCzytać Snapchat: impresjalnie
Nina

Lato koloru wiśni - Carina Bartsch

- Alex, bądźmy realistkami - powiedziałam. - Skoro z lustra nie patrzy na mnie Angelina Jolie, nie mam co czekać na Brada Pitta!
Wydawnictwo: Media Rodzina | Rok wydania: 2011
Ilość stron: 492 | Tłumaczenie: Emilia Kledzik


Emely jest młodą studentką literaturoznawstwa. Pewnego dnia jej najlepsza przyjaciółka Alex, z którą musiała się rozstać na czas studiów przeprowadza się z Monachium do Berlina i zamieszkuje dziesięć minut drogi od Emely. Niestety Alex wprowadza się do swojego starszego brata, którego główna bohaterka stara się unikać ze względu na przeszłość. Przeszłość, która sprawiła, że Elyas jest najbardziej znienawidzoną przez Emely osobą. Jednak w tym samym czasie dziewczyna dostaje maila od tajemniczego chłopaka, który jest jej ideałem mężczyzny i rozkochuje w sobie bohaterkę od pierwszej internetowej rozmowy. Ale czy związek przez internet ma sens w rzeczywistości, w której żyje Emely? Czy da drugą szansę Elyasowi? 

Od początku widziałam, że po tej powieści nie należy spodziewać się najwyższych lotów literatury, która powali mnie na kolana. Na początku wręcz śmieszył mnie styl autorki po tym jak przeczytałam fenomenalne Razem będzie lepiej bo pióro Cariny Bartsch przy Jojo Moyes jest wręcz na przerażająco śmiesznym poziomie. Lato koloru wiśni to kolejne Young Adult, bardzo schematyczne, chwilami aż głupie, sam pomysł na historię jest banalny lecz... dawno żadna książka aż tak mnie nie pochłonęła! Nie potrafiłam się od niej oderwać nawet w nocy, pożarłam ją w jeden dzień, i to dzień bardzo zabiegany. Czytałam ją w każdej wolnej chwili co u mnie zdarza się bardzo rzadko bo nie lubię czytać poza domem. Nawet powieści Collen Hoover nigdy aż tak mnie nie wciągnęły jak Lato koloru wiśni. Za kończenie książki w takim momencie autorka powinna zostać ukarana, chociaż już teraz podejrzewam co wydarzy się w drugim tomie. Ba, jestem tego wręcz pewna.

Moim największym zaskoczeniem było to, że autorka jest Niemką. Do tej pory tylko jedna książka jakiejkolwiek niemieckiej autorki mi się spodobała i był to Baśniarz (to była pierwsza recenzja książkowa na blogu!), wcześniej miałam kilka podejść ale zazwyczaj nawet nie kończyłam książki. Jakoś nie mam zaufania do niemieckich autorów. :) Może w końcu to się zmieni, bo naprawdę jestem miło zaskoczona.

Moją przyjemność z jazdy pogłębiał fakt, że za każdym razem, kiedy piszczałam oponami na zakrętach, Elyasowi serce podchodziło do gardła. Podczas przejażdżki wydawał mi się sympatyczniejszy niż zwykle. Mało mówił, sprawiał wrażenie niepewnego i przestraszonego.

Oczywiście czym byłaby moja recenzja bez narzekania na bohaterów. I tutaj wszystkich zaskoczę, ponieważ główna bohaterka nie była aż tak zła. Chwilami nawet czułam do niej lekką nić sympatii lecz uważam, że gdybym jak była na jej miejscu już dawno zostawiłabym Alex daleko w przeszłości i ruszyła do przodu bo taka przyjaźń to nie przyjaźń. Alex to jedna z najbardziej irytujących dziewczyn w całej literaturze. Podziwiam Emely, że jest w stanie z nią wytrzymywać, przecież Alex to samolubna, zapatrzona tylko w siebie i swoje cudowne życie i problemy dziewczę, które nie obchodzi nic, nawet prywatność jej najlepszej przyjaciółki. Jak można mieć zaufanie do takiej osoby? Za to muszę przyznać, że bardzo polubiłam Elyasa i jest to naprawdę dobrze wykreowana postać.

Chyba najbardziej charakterystyczną rzeczą w tej powieści jest jej sarkastyczny humor. Ciągłe docinki głównych bohaterów sprawiły, że nie potrafiłam przestać się uśmiechać, kilka razy nawet wybuchłam głośnym śmiechem co zdarza mi się bardzo rzadko. Wydaje mi się, że właśnie humor tej książki po części sprawił, że nie potrafiłam się od niej oderwać.

Lato koloru wiśni to z całą pewnością nie jest arcydzieło. Jest to książka idealna na umilenie letniego wieczoru, idealna dla młodzieży, starszym czytelnikom podejrzewam, że by się nie spodobała (chyba, że ktoś lubi taka lekką literaturę dla nastolatek nic nie wnosząca do życia, jedynie umilającą czas). Powieść gorąco polecam, lecz uwaga! Pochłania na wiele godzin, warto zacząć ją czytać gdy ma się dużo czasu wolnego bo jak już zacznie się ją czytać nie można się od oderwać.

Moja ocena:

Nina

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes

Trudno o bardziej zbijający z tropu widok, niż gdy człowiek na wózku błaga o coś kobietę, która najwyraźniej jest jego opiekunką. Nikt przecież nie powinien się złościć na swojego niepełnosprawnego podopiecznego.



Wydawnictwo: Świat Książki

Rok wydania: 2012

Ilość stron: 382

Tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska





Dwudziestosześcioletnia Louisa Clark z dnia na dzień traci pracę w kawiarni Bułka z Masłem. Wiedząc jak potrzebne są pieniądze jej rodzinie idzie do pośrednika. Pomimo wielu prób Lou nie udaje się znaleźć idealnej pracy. Pewnego dnia podczas rozmowy z pośrednikiem na temat wyczerpania wszelkich możliwości przychodzi interesująca oferta. Sześciomiesięczna praca z niepełnosprawnym mężczyzną jako osoba do towarzystwa. Pomimo braku doświadczenia Louisa dostaje pracę i tak oto rozpoczyna się jej niezwykła znajomość z Williamem Traynorem.

Sięgając po Zanim się pojawiłeś spodziewałam się kolejnej historii w klimacie Nietykalnych czy Nie jesteś sobą. Myślałam, że autorka mnie niczym nie zaskoczy a powieść to będzie kolejny średniak, których w tym roku trafia mi się wyjątkowo wiele. Jak wielkie było moje zaskoczenie, że książka pochłonęła mnie bez reszty już od pierwszych stron i nie chciała puścić aż do samego końca.

Nie jestem zazdrosny - odparł pogardliwie. - Jak miałbym być zazdrosny o kalekę? 

Główna bohaterka na początku swoją bezradnością potrafiła mnie zirytować ale nie na tyle aby trafiła na moją przepiękną i długą listę najbardziej irytujących żeńskich bohaterek literackich (o której wspominałam również w recenzji Szklanego Miecza). Jednakże im akcja powieści bardziej się rozwijała tym Louisa bardziej się otwierała, nabierała pewności siebie co sprawiło, że zaczęłam ją naprawdę lubić. Co do Willa to co tu dużo mówić... Jest to świetnie wykreowana postać, która pomimo przeciwności losu nie straciła swojego poczucia humoru i sprawiała, że momentami śmiałam się do czytnika jak do kawałka sera.

Książka jest uważana za kolejny wyciskacz łez i jest to akurat stwierdzenie, z którym nie do końca się zgadzam. Owszem powieść jest pełna emocji, smutku jak i również ciepła lecz ja mam ten problem, że praktycznie żadna książka nie jest w stanie mnie wzruszyć aż do łez. I naprawdę po Zanim się pojawiłeś spodziewałam się, że będzie to jeden z tych wyjątków ale niestety nie. Nie wiem czy przyczyną są okoliczności w jakich tę powieść czytałam (ostatnie rozdziały czytałam w szkole) czy po prostu historia ta mnie aż tak bardzo nie poruszyła bo jej zakończenie jest dość przewidywalne (chociaż do samego końca miałam nadzieję!).

Siedziałam, słuchając jak zmęczony życiem silnik autobusu rzęzi i dygocze, i nagle poczułam, że czas ucieka, że całe jego kawały tracę na swoje małe podróże w tę i z powrotem, po tej samej trasie. Dookoła zamku. Albo gdy patrzę, jak Patrick robi kolejne okrążenia na bieżni. Codziennie te same małe problemy. Te same gest. 

Nie da się ukryć, że Zanim się pojawiłeś jest to historia miłosna ale nie jest tak banalna jak inne. Jest to opowieść o walce, cierpieniu, poznawaniu siebie, swoich marzeń i przekraczaniu pewnej bariery. Książkę polecam każdemu kto szuka lekkiej i przyjemnej lektury na wieczór lecz jest to pozycja, która zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu płci żeńskiej. Gorąco zachęcam do przeczytania tej przecudnej powieści!

Moja ocena:

Nina

Obsydian - Jennifer L. Armentrout

Nie mam mowy, żebym się do niego zbliżyła. Nawet jeśli miałby w dłoni ciasteczko. 






Wydawnictwo: Filia

Rok wydania: 2014


Ilość stron: 442


Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka 


Szeptem - Becca Fitzpatrick

-Co robisz w sobotę wieczór? Chwila namysłu. -Mam randkę z tym co zawsze. Wyraźnie się zainteresował. -Tym co zawsze? -Zadaniem. -Odwołaj.





 Wydawnictwo: Moon Drive

Rok wydania: 2010

Ilość stron: 328

Tłumaczenie: Paweł Łopatka 

Szesnastoletnia Nora jest typową nastolatką, której życie jest dokładnie zaplanowane i ułożone. Jednak wszystko się zmienia gdy pewnego dnia na lekcji biologii jest zmuszona pracować z tajemniczym i niesamowicie przystojnym Patchem. Już pierwszego dnia Nora czuje, że jej życie w niewytłumaczalny sposób się zmieniło. Aby odkryć tajemnicę musi przełamać strach oraz niechęć i porozmawiać z Patchem. Co z tego wyniknie?

Szeptem jest to kolejna powieść która powstała pod wpływem fali popularności Zmierzchu. Nawet sytuacja, w której główni bohaterowie się poznają jest niemalże identyczna. Lekcja biologii. Jedna ławka. Jednak wydaje mi się, że Szeptem jest o wiele bardziej intrygująca historią, a bohaterowie są wiele lepiej wykreowani jak również i świat przedstawiony. Sam styl pisania autorki również bardziej podpadł mi do gustu. 

Jak na złość Nora jest kolejną żeńską bohaterką, której nie mogę ścierpieć. Kolejna irytująca bohaterka, która chwilami sprawia wrażenie, że nie posiada własnego rozumu. Chociaż jedna rzecz mnie zaskoczyła: tym razem nie jest to bohaterka, która uważa się na bóstwo, najsilniejszą i najważniejsza kobietę na świecie a wręcz przeciwnie. Niska samoocena Nory i jej narzekania chwilami mogą przyprawić o mdłości. Jest tego po prostu stanowczo za dużo. Dlaczego choć raz jakaś damska postać nie może zostać wykreowana porządnie? Już powoli tracę nadzieję, że znajdę taką bohaterkę. 

Nie jestem w stanie opisać emocji jakie mnie ogarnęły podczas czytania tej książki. Na zabój zakochałam się w głównym bohaterze, a od serii nie oderwałam się przez trzy dni - musiałam ją całą przeczytać. Pierwszy tom jest bardzo udanym wprowadzeniem do całej cudownej sagi. I pomimo tego, że nie jest żadna odkrywcza, niesamowicie porywająca pozycja jest bardzo przyjemna i wciągająca. 

O kurde. Kurdekurdekurde. Potrąciłaś j e l e n i a? Nic się nie stało? Może to był BAMBI?

Oczywiście nie mogę zapomnieć o genialnym humorze, który pojawia się w całej książce. Byłabym nawet skłonna powiedzieć, że w Szeptem jest więcej humoru niż w Darach Anioła, a wydaje mi się, że postać Jace jest już ze swojego ironicznego poczucia humoru słynna na całym świecie. Czytając tę powieść prawie cały czas uśmiechałam się do książki co naprawdę rzadko mi się zdarza.  

Szeptem jest pozycją dobrą ale nie bardzo dobrą. Jest to bardzo przyjemna lektura, która wciąga na wiele godzin, a nawet dni, lecz nie jest to nic nowego, nic czego by wcześniej już nie było co sprawia, że jest to książka dość schematyczna. Niemniej jednak polecam ją gorąco z całego serca każdemu, kto ma ochotę na lekką i mało wymagająca lekturę. 

Ocena:
6/10

Nina

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka